# 91
Najlepszy Dzień Kobiet - nie - czekoladki (nie potrafię skończyć na pierwszej), nie kwiaty (chociaż nic tak nie ożywia pokoju jak cięte kwiaty w wazonie), nie - popkulturalna machina, która zaczyna przypominać tę z Walentynek.
Nie.
Najlepszy Dzień Kobiet to Żuu, który wpada do mnie po ostatnich wieczornych zajęciach na szybką kolację, a potem leżymy sobie skotłowani, sciśnięci jak dwa koty, na złożonym łóżku. Może je rozcielę, będzie więcej miejsca? Nie, zostaw..., tak dobrze.
I opowiadamy sobie jak minął dzień, omawiamy polityczno - aferalną atmosferę ostatnich godzin, planujemy życie kiedyś, kiedyś, w innym kraju, daleko, nie tu. Żuu drapie mnie po karku, po głowie, a mnie powoli zalewa senne ciepło, rozpływa się na plecach, głowie, ramionach. Jest błogo, jest już niedaleko do wiosny, czuć to w powietrzu. Planujemy już pierwsze letnie wieczory, dobrze mi z tym facetem.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz